Raj zza szyby samochodu. Kalifornijska Highway n 1.

niedziela, 4 października 2015

USA to idealne miejsce dla zmotoryzowanych. Tutaj prawie każdy ma samochód. Przestałam się temu dziwić, gdy zrozumiałam, jak wspaniałe trasy przebiegają przez niemalże cały kraj - jedną z takich tras jest Trasa Pacyficzna wzdłuż Zachodniego Wybrzeża, Highway n 1.


"Ochom" i "achom" nie było końca. Na tej trasie znajdziecie jedne z najpiękniejszych krajobrazów USA. My pokonaliśmy ten odcinek od drugiej strony - podróż rozpoczęliśmy w San Francisco, skąd kierowaliśmy się w stronę Los Angeles. Mimo, że są krótsze sposoby, by pokonać dystans między tymi  metropoliami, uwierzcie- nie warto rezygnować z osławionej kalifornijskiej "jedynki". Dłuższy czas spędzony w samochodzie wynagrodzi wam niebiańsko czysty ocean, złoty piasek, zachwycające skarpy czy kręte ścieżki, zza których wita Was coraz to piękniejszy widok. 

To jedno z takich przeżyć, które chciałoby się powtórzyć. I to nie raz! Pokonanie tej trasy to spełnienie "amerykańskiego snu" - tutaj naprawdę można zobaczyć, bardzo namacalnie, to co w Stanach jest najlepsze i najpiękniejsze- naturę !
Trasa ta łączy San Francisco i Los Angeles, jedne z największych miast Ameryki-  po drodze jest jednak sporo fantastycznych miasteczek, w których warto się zatrzymać. My zatrzymaliśmy się w Pismo Beach, gdzie przyszło nam obejrzeć przepiękny zachód Słońca. Zanim dotarliśmy do Los Angeles, noc spędziliśmy w Santa Barbara, które już na zawsze będzie kojarzyć się ze spaniem w samochodzie i z zapomnianymi butami Maćka, cieszącymi się chwilami wolności na opuszczonym parkingu ;) Zahaczyliśmy też o Malibu, gdzie w Oceanie wzięliśmy "prysznic", aby świeży i pachnący wjechać, przez Beverly Hills do Los Angeles, gdzie już należało wyglądać trochę bardziej niż wygnieciony włóczęga bez domu ;)

Pokonanie tego odcinka zajmuje dość sporo czasu, ponieważ nie sposób jest tę trasę po prostu przejechać. Po drodze jest mnóstwo punktów widokowych, których nie można minąć obojętnie. Każdy z nich sprawił mi milion razy większą radość od prezentu znalezionego pod choinką na Boże Narodzenie (a te z reguły sprawiają, że cieszę się jak dziecko- wyobraźcie sobie tę radochę pomnożoną x milion).
Bo jak tu nie być oszołomionym, gdy jesteś na końcu świata, nie mogąc ogarnąć wzrokiem horyzontu? Jak nie dostać zawrotu głowy od coraz to wspanialszych widoków? Jak nie zwariować, gdy świat taki piękny, a przed Tobą jeszcze miesiąc podróży po wielkiej i dzikiej Ameryce? :) Czułam, że świat należy do mnie. Podróż z moimi kompanami, Karolinami i Maćkiem, była przewspaniała- ale przysięgam! Pewnego dnia, wrócę tam z drugą połówką :)
Highway n 1 - San Francisco-Los Angeles;  około 750km- taką trasę pokonaliśmy

Nie wierzycie, że byłam w raju? :) Zachodnie Wybrzeże moim okiem:

Road trip w Stanach ;)
Kompani - zakochańce- tylko pozazdrościć dzielenia takich widoków z drugą połową :)


Rowerem? Też dobra opcja! :)
Morświnki <3
Pismo Beach

Chyba już nikogo nie trzeba przekonywać, że Trasa Pacyficzna to jedno z tych miejsc, które po prostu trzeba odwiedzić, podróżując po Kalifornii ? :)

3 komentarze:

Klaudia pisze...

"podróżując po Kalifornii" - jak to w ogóle brzmi! marzenie. fajnie, że tam jesteś. ja nie mam pojęcia, kiedy wyląduję w Stanach. nie mam wątpliwości co do tego, że kiedyś to się stanie, ale jeszcze nie pociągnęło mnie tam na tyle mocno, żeby rzucić wszystko i jechać. miłego pobytu!

Natalia pisze...

Tak właściwie to ja już od połowy września w Polsce :D Posty pisane z opóźnieniem, ale nie było na pisanie czasu ;) Ja chyba wracam do Stanów za rok, bo nie zobaczyłam wszystkiego tego, czego chciałam ;) Polecam, myślę, że też pokochałabyś Stany, a dokładniej ich dziką, naturalną część:)

Viv pisze...

Ach, Natka - z całego serca Ci życzę, byś mogła tam pewnego dnia wrócić z tą Najważniejszą Osobą :*

Prześlij komentarz